Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Tadeusz Iwiński: Komorowski likwiduje 8-godzinny dzień pracy!

dodano 2013-08-09 07:39 w kategorii: Kraj

Wybitny pisarz francuski Andre Maurois wielokrotnie zwracał uwagę, że „Rocznice były zawsze terenem bardzo podatnym do rozpalania namiętności”. Tak się dzieje nierzadko i nad Wisłą, by przypomnieć jedynie takie daty, jak 11 listopada,13 grudnia, czy 10 kwietnia. Ale-na szczęście-nie dzieje się tak we wszystkich przypadkach. Weźmy choćby świeżą, trzecią rocznicę objęcia urzędu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.
 
Głowa państwa w Rzeczypospolitej Polskiej nie ma wielkich uprawnień, ale lektura 20 artykułów rozdziału V Konstytucji z 1997r. dowodzi, iż nie można ich nie doceniać-niezależnie od tego, że mamy w naszym kraju system parlamentarno – gabinetowy, w którym główny mechanizm władzy rozgrywa się na linii Rząd – Sejm. Prezydent Komorowski generalnie DOBRZE sprawuje swoje funkcje, czego dowodzi najwyższe zaufanie (71%) jakim się cieszy.
Nastawiony jest na dialog, godnie reprezentuje Polskę za granicą i (również jako były minister obrony) właściwie rozumie zadania najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych.
 
Ale przecież, jak mawia się po angielsku, „Nobody is perfect” „Nikt nie jest doskonały”. I nie chodzi mi o drobne, ludzkie potknięcia, lecz m.in. o podejście prezydenta do niektórych aktów prawnych oraz o inicjowanie pewnych ustaw. Zostawiając już kwestię wydłużenia wieku emerytalnego, czy nowego prawa o zgromadzeniach, niedobre wrażenie robi projekt zmierzający do ograniczania możliwości organizowania referendów lokalnych, a także sama zapowiedź nie wzięcia udziału w referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy, gdyż są one sprzeczne z duchem demokracji.
 
Za BODAJ NAJWIĘKSZY BŁĄD Bronisława Komorowskiego uważam jednak podpisanie przed kilku dniami ustawy nowelizującej Kodeks Pracy, przeciwko czemu głosowała w Sejmie cała opozycja. Cóż bowiem oznacza wprowadzenie na stałe-pod pretekstem „walki z kryzysem”- tzw. elastycznego czasu pracy, przewidujące wydłużenie okresu rozliczeniowego z 4 do 12 miesięcy? Otóż jest to podwójny cios w standardowe prawa pracownicze. Po pierwsze- firmy nie będą już wypłacać pracownikom dodatkowego wynagrodzenia za tzw. nadgodziny. A dotychczas, przy niskich zarobkach w Polsce, miały one znaczący udział w budżetach domowych. Szacuje się, że łączny roczny koszt dotychczasowych nadgodzin to ok. 8 mld zł. i tyle zaoszczędzą pracodawcy. I po drugie-następuje faktyczna likwidacja 8- godzinnego dnia pracy ! Można teraz będzie dowolnie zmieniać grafiki pracy, organizować dniówki trwające nawet 12 godzin, co nie tylko rozbije rytm życia, ale oznacza- nazwę to wprost- wyzysk robotników i „białych kołnierzyków”.
 
Choć brzmieć to może przesadnie – NASTĘPUJE COFNIĘCIE O 100 LAT ZEGARA PRAW PRACOWNICZYCH. Już w 1856 r. wprowadzono w australijskim stanie Nowa Południowa Walia 8-godzinny dzień pracy. Takiego rozwiązania-jako podstawowego – domagały się odtąd związki zawodowe, ruch robotniczy i lewica niemal na całym świecie. Krwawe wydarzenia w Chicago w 1886r.,które w kilka lat później- pośrednio- doprowadziły do ustanowienia dnia 1 maja jako Międzynarodowego Święta Pracy, były efektem brutalnie stłumionego strajku prowadzonego pod takim właśnie hasłem. Większość obywateli USA musiała jednak czekać aż do lat 50-ych XX w. na realizację owego postulatu.
 
Polscy związkowcy bardzo ostro reagują na uchwalenie omawianej ustawy i jej zaaprobowanie przez prezydenta. Masowe protesty zapowiadane na 11 września b.r. i późniejsze dni będą nade wszystko z tym właśnie związane. Przed finalnym głosowaniem w Sejmie zadałem rządowi pytanie, czy jest jakieś państwo w Unii Europejskiej, w którym zbliżone rozwiązanie wprowadzono bez uzgodnienia ze związkami zawodowymi. Minister Kosiniak-Kamysz, który bronił proponowanych regulacji nie mógł oczywiście podać takiego przykładu. A jego argumenty, że elastyczny czas pracy może być stosowany jedynie za zgodą pracowników i przy zgłoszeniu do Państwowej Inspekcji Pracy tracą na sile w sytuacji ogromnego bezrobocia oraz zagrożenia utraty zatrudnienia. Truizmem jest wreszcie stwierdzenie, ze pracownik stoi na o wiele SŁABSZEJ POZYCJI niż pracodawca.
 
Wszystko to jest niezwykle smutne i ujawnia prawdziwe oblicze polskiego kapitalizmu, upodobniającego się coraz bardziej do latynoamerykańskiego. Oscar Wilde pisał celnie, iż „Gdy się popełnia błędy, mówi się chętnie, że zbiera się doświadczenia”. To właśnie ma u nas teraz miejsce, ale autorzy owych błędów nierzadko zapominają, że wkrótce zostaną ocenieni przez społeczeństwo !
 


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.

Zamknij