Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Gawkowski: Brunatny kolor może tylko pobrudzić

dodano 2013-06-11 09:08 w kategorii: Ludzie

Ruch Narodowy wmaszerował na polską scenę polityczną 11 listopada spowity dymem rac i w towarzystwie latających brukowców. To wtedy rzucono hasło „obalenia republiki”. W sobotę zafundowano nam ciąg dalszy. Tym razem pod dachem, za to w gustownych mundurach przywodzących na myśl faszystowskie SA.
 
Zebrano niemal wszystkich świętych skrajnej prawicy. Od byłych posłów LPR i PiS po gwiazdy YouTube’a z Telewizji Narodowej. Imprezę wsparł z dalekiego Urugwaju Jan Kobylański. Nie zabrakło reżysera Bohdana Poręby, którego obecność prowokowała do refleksji, że znalazłoby się zaproszenie i dla Mieczysława Moczara, oczywiście gdyby jeszcze żył. Swoją obecność zaznaczył też – kontynuujący marsz ku prawej bandzie – Rafał Ziemkiewicz.
 
Większość mówców w swoich wystąpieniach szukała „wrogów”. Dostało się muzułmanom, dzieciom stalinowskich katów i politykom w ogóle. W szczególności wskazywano między innymi SLD. Jako sekretarz generalny Sojuszu poczytuję sobie jako zaszczyt, że reprezentuję partię będącą na krótkiej liście wrogów Ruchu Narodowego. To znaczy, że w zasadniczym konflikcie cywilizacyjnym jesteśmy po dobrej stronie.
 
Czyli po raz kolejny powtarza się tama sama smutna historia. Skrajna prawica wykorzysta wkurzenie młodych ludzi wywołane kryzysem gospodarczym i ich gniew pokieruje na manowce. Okaże się, że ich wrogiem nie jest niewydolny półperyferyjny nadwiślański kapitalizm, ale gej, Arab, czy Żyd. Jedyny program gospodarczy to będą niskie podatki, oczywiście służące najbogatszym, a nie tym wkurzonym młodym ludziom.
 
Ruch Narodowy trzeba zwalczać na poziomie przyczyn, nie objawów. Lewica powinna zaproponować konsekwentną socjaldemokratyczną odpowiedź na kryzys. Powinna skończyć z mającym obecnie miejsce przerzucaniem kosztów walki z kryzysem na klasę średnią i osoby biedne. Niech za kryzys płacą, ci którzy go wywołali. I – co najważniejsze – powinna dać młodym realną perspektywę znalezienia pracy. Socjaldemokracja ma takie recepty. W Austrii, gdzie kanclerzem jest socjaldemokrata, bezrobocie jest najniższe z całej Unii Europejskiej.
 
Na Węgrzech, gdzie mamy Orbána, mamy też Jobbik. Owszem, Jobbik wyrósł za niesławnych rządów tamtejszych socjalistów. Nie wypieram się tego. Dla mnie jest to lekcja, czym kończy się prowadzenie przez lewicę neoliberalnej polityki gospodarczej. Na szczęście mamy możliwość wyciągnięcia wniosków z węgierskiej lekcji.
 
Jeśli w Polsce będzie silna, socjalna lewica, wówczas Jobbiku nad Wisłą nie będzie. A panowie z Ruchu Narodowego pozostaną folklorem polskiej polityki.
 
                                                       
Krzysztof Gawkowski
 


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.