Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Wystąpienie Leszka Millera w dyskusji na budżetem na 2013 rok.

dodano 2012-10-24 12:02 w kategorii: Ludzie

Klub Poselski Sojuszu Lewicy Demokratycznej ocenia projekt budżetu głównie z punktu widzenia tempa wzrostu gospodarczego, sprawiedliwego podziału owoców tego wzrostu i zdolności tworzenia miejsc pracy. Praca bowiem coraz częściej staje się przywilejem. Jeśli patrzymy na planowane 2,2% wzrostu PKB i zdajemy sobie sprawę, że na przestrzeni ostatnich lat jest to tendencja malejąca, to pierwsza refleksja nasuwa się taka, że na podobny wskaźnik wzrostu mogą pozwolić sobie bogate, ale nie biedne kraje, które muszą gonić innych i nadrabiać zaległości. Na marginesie, sądzę, że nawet ten skromny wskaźnik jest nierealny. Nie ma żadnych wiarygodnych przesłanek, aby uważać, że ten pułap zostanie osiągnięty. Przypomnę, że polska gospodarka zawsze rozwijała się na ścieżce szybkiego rozwoju gospodarczego - powyżej 5%, kiedy Sojusz Lewicy Demokratycznej rządził i współrządził. Dobrze to pamięta pan prof. Rosati, który wtedy był po właściwej stronie mocy. 

Tak więc polska gospodarka się cofa. Dystans do świata się zwiększa, bo wzrost światowego PKB w tym roku był wyższy niż naszego, a w przyszłym roku będzie wynosił powyżej 3%. Proszę zatem porównać ten niewielki 2,2-procentowy wzrost do światowego 3-procentowego i uzmysłowić sobie, że duży, dumny, świetnie położony, między Wschodem i Zachodem, kraj w środku Europy traci dystans do świata. Nie nadrabia dystansu i go nie skraca, a traci. I są jeszcze w Polsce politycy, którzy uważają to za swoją chlubę. 
 
Widać też gołym okiem, że możliwość wzrostu zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw założona w budżecie jest niewykonalna, bo aby rosło zatrudnienie, PKB musi wynosić, co najmniej 3–4%, a nie 2,2%. To, co napisano w tym zakresie w projekcie ustawy budżetowej, można spokojnie wyrzucić do kosza. Jeżeli jeszcze uzmysłowimy sobie, – o czym tutaj już mówiono, – że rząd planuje wzrost wpływu z PIT aż o 6% i z CIT aż o 11%, to wszystko to czyni projekt budżetu na rok 2013 mało wiarygodną kartką papieru. Można też z góry założyć, że jak nastąpi krach tych zmanipulowanych danych, to uzasadni się to kryzysem europejskim, albo stwierdzeniem, że przecież w Grecji czy w Hiszpanii jest jeszcze gorzej i na tym tle wyglądamy po prostu świetnie.
 
Jeżeli zaś chodzi o sprawiedliwy podział - mówiłem o tym w czasie mojego poprzedniego wystąpienia w Sejmie. Spowodowało to lekką i jak sądzę, kontrolowaną irytację pana premiera. Będę zatem ten temat kontynuował. Panie premierze, porozmawiajmy jak premier z premierem. To nie jest nic osobistego, po prostu chciałbym przytoczyć panu pewne dane, które muszą budzić najwyższy niepokój. Niepokój, ponieważ polska bieda ma twarz dziecka, które niedożywione idzie do szkoły i niedożywione z niej wraca. Nie tylko zamyka się na masową skalę szkoły, ale także zamyka się stołówki i świetlice szkolne. W to miejsce pojawiają się firmy, które są nastawione na zysk i karmią nasze dzieci jakimś świństwem. Doszło do tego, że w szkołach pojawiły się od dawna niewidziane: segregacja i dyskryminacja. Bogatsze dzieci dostają lepsze pożywienie, a biedniejsze – gorsze. Według raportu UNICEF w Polsce prawie 1,3 mln dzieci nie ma dostępu do podstawowych dóbr niezbędnych do prawidłowego rozwoju. Aż 21% polskich dzieci żyje poniżej minimum ubóstwa. Mamy 16 razy więcej biednych dzieci niż w Szwecji, chociaż nasz PKB, przy uwzględnieniu różnic w cenach, jest tylko dwa razy niższy od szwedzkiego. To najlepsza miara niesprawiedliwości polskiego państwa.  Szukaliśmy w budżecie jakiegoś promyczka nadziei, że ten problem został zauważony, że ten nawet niewielki wzrost będzie dzielony bardziej sprawiedliwie, że będą tu uwzględnione elementarne potrzeby najmłodszego pokolenia Polaków. Niestety nie widzimy tego. Jesteśmy także w ogonie Europy, jeśli chodzi o wydatki na walkę z wykluczeniem społecznym. Wydajemy na to aż 5 razy mniej w odniesieniu do średniej unijnej. Chociażby dlatego kilkanaście dni temu skierowaliśmy do laski marszałkowskiej nasz projekt nowelizacji ustawy przywracającej trzecią stawkę podatkową, która przez całe lata obowiązywała, a która wspólnym wysiłkiem PiS-u i Platformy Obywatelskiej została zniesiona, co było prezentem dla najbogatszych Polaków. Jednocześnie szybko podniesiono VAT o 1 punkt procentowy. Przy czym zniesienie trzeciej stawki poprawiło sytuację najbogatszych, a podniesienie VAT-u obciążyło przede wszystkim najbiedniejszych. Oczekujemy na stanowisko rządu w tej ważnej sprawie.
 
Jeśli chodzi o pracę, często możemy usłyszeć, że dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej powstało bardzo wiele miejsc pracy, utworzono 250 tys. stałych miejsc pracy. Kiedy jednak przeliczymy to na kwotę, którą uzyskaliśmy z Brukseli, wychodzi na to, że utworzenie jednego miejsca pracy było bardzo kosztowne. Bardzo nieefektywne. To aż żałosne, że te pieniądze były wykorzystywane tak nieefektywnie. Proponujemy zwolnienie tych środków, które już są, z Funduszu Pracy. Temu celowi będzie służyć nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Panie pośle Rosati, odpowiadamy na pana apel. Oto ten projekt. Można go przyjąć bardzo szybko, bo myślę, że może on zdobyć poparcie wszystkich klubów. Istotą tego projektu jest refundacja pracodawcom kosztów poniesionych z tytułu opłaconych składek na ubezpieczenia społeczne w związku z zatrudnieniem pierwszego lub drugiego pracownika. To jest ważne zwłaszcza dla absolwentów szkół i uczelni. W 2011 r. gwałtownie zmniejszono wydatki z Funduszu Pracy i proces ten jest kontynuowany. W efekcie tego rezerwy zgromadzone w Funduszu Pracy na koniec roku 2012 przekroczą 7 mld zł. Powodem tego stanu rzeczy jest to, że pan minister finansów zamroził tę kwotę, bo to on ma faktyczną władzę nad Funduszem Pracy. Chcemy zatem wyzwolić te 7 mld zł. Zresztą, jeśli chodzi o naszą ustawę, nie trzeba całej tej sumy. Według naszych ekspertów można utworzyć 150 tys. miejsc pracy za kwotę 1,7 mld zł, ale najpierw trzeba wyzwolić Fundusz Pracy ze szponów ministra finansów. 
 
Wysoka Izbo! O pracy mówią wszyscy. Wczoraj pan prezes Kaczyński mówił o tym w Ursusie. Mówił, że PiS wybrał to miejsce nie bez powodu, bo był tam kiedyś wielki zakład, były tysiące miejsc pracy. Muszę podkreślić, że nie kiedyś, tylko w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Wtedy były tam tysiące miejsc pracy, podobnie jak w stoczniach i gdzie indziej. Ostateczny pogrzeb Zakładów Mechanicznych Ursus nastąpił w roku 2006 za rządów PiS-u. To wtedy bowiem fundusz inwestycyjny kupił tereny fabryczne za 94 mln zł i w zabytkowym budynku z logo: Zakłady Mechaniczne Ursus mają być lofty, a reszta ma iść pod miasteczko Ursus. 
 
Jest jedna rzecz, o której chcę, panie premierze, powiedzieć z uznaniem. Otóż z tego, co pan mówił na poprzednim posiedzeniu Sejmu wynika, że jest pan zwolennikiem aktywnej roli państwa. To być może kłóci się z liberalnym poglądem, który zapewne pan kiedyś wyznawał, ale doceniamy tę ewolucję. Im głębszy kryzys, tym potrzeba większego interwencjonizmu państwa. Jest to krok we właściwym kierunku. Pan minister Rostowski podkreślał dzisiaj, że rząd chce ratować sytuację gospodarczą i rynek pracy przy pomocy spółki Inwestycje Polskie. Mam tylko jedno pytanie: Kto będzie prezesem tej spółki skoro minister Grad jest już zajęty? A może będzie pełnił i jedną funkcję, i drugą? Bo za 100 tys. zł miesięcznie trzeba go czymś dociążyć. 
 
Panie i Panowie! 
 
Rządowy projekt budżetu nie jest projektem na miarę oczekiwań Polski i Polaków. Nie jest propozycją wyjścia z marazmu i stagnacji. Potrzebny jest inny sposób myślenia, budżet rozwoju i pracy, trwałego i szybkiego wzrostu i proporcjonalnego rozłożenia kosztów kryzysu, budowy Polski sprawiedliwej. Nie widząc takiego podejścia w przedłożeniu rządowym, klub SLD nie poprze projektu budżetu na przyszły rok, ani w pierwszym, ani w drugim, ani w trzecim czytaniu.
 


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.