Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Włodzimierz Czarzasty o Kongresie Lewicy

dodano 2016-11-21 16:22 w kategorii: Informacje

Lody pękły? Czy to, co się stało na Kongresie upoważnia do takiego stwierdzenia? Czy można powiedzieć, że większość ugrupowań lewicowych postanowiła działać wspólnie – mimo ciągle wielu różnic, niekiedy animozji. Perspektywa kolejnych przegranych wyborów jest dla wszystkich fatalna, ale spełni się, jeśli nadal środowiska lewicowe będą podzielone…

Musimy być cierpliwi. Nie ma innej możliwości. Niemniej muszę powiedzieć, że cokolwiek by o rezultatach tego Kongresu nie mówić, to po pierwsze – my nie tworzymy żadnego komitetu wyborczego. Do wyborów są trzy lata. Nikt też nie zdecydował, w jakiej formule do tych wyborów pójdziemy. Będziemy decydowali, gdy przyjdzie czas. Jeżeli chodzi o SLD przypominam, że przyjęliśmy na ostatniej Konwencji, że zarówno wybór kandydata na prezydenta, jak i wybór formuły, w jakiej partia pójdzie do wyborów, będą postanowione w drodze referendum wśród wszystkich członków partii. Absolutnie nie mam zamiaru tego zmieniać, uważam, że do woli wszystkich członków partii trzeba się zastosować. Jeśli 15 tysięcy członków potrafiło wybrać przewodniczącego, to i o takich sprawach ludzie muszą zdecydować. Jeśli chcemy, żeby zbierali podpisy, żeby wywieszali plakaty, żeby namawiali innych, to muszą się z tym identyfikować. Taka identyfikacja jest niezbędna. W związku z tym za wcześnie jest mówić cokolwiek o wyborach. Mamy trzy lata. Zresztą równie ważne, jeżeli nawet nie ważniejsze dla nas są wybory samorządowe za dwa lata. To, co się stało w sobotę, to jest fajny początek. No, bo co się wydarzyło? Myślę, że wielu zrozumiało, że SLD naprawdę chce rozmawiać, nie chce oszukiwać, że chce się dogadywać w wielu sprawach. Dlatego powołaliśmy Radę Dialogu i Porozumienia Lewicy, która – moim zdaniem – ma trzy zadania do wykonania. Zajmowanie stanowiska w bieżących sprawach kraju w imieniu jak największej części lewicy. A ta największa część była w sobotę na sali obrad. Wszystkie partie i stowarzyszenia, które powołały do życia Radę Dialogu i Porozumienia Lewicy mają nadzieję na wspólne opracowanie programu – w wielu aspektach trzeba ten program stworzyć na nowo. I trzecie – rozpoczęcie rozmów na temat wyborów samorządowych i parlamentarnych. Czym one się skończą – nie wiem.
Podkreślam – w sobotę nie było żadnego zawiązania komitetu wyborczego. Nie mam na to zgody partii i na razie nie będę się o to ubiegał. W sobotę, jak ktoś powiedział – pękły lody w sprawie współpracy, bo słusznie wszystkie podmioty zrozumiały, że jak pójdziemy wspólnie i będziemy współpracowali – możemy zrobić więcej. W jakiej ostatecznie formule – to zobaczymy.

W każdym razie w jednym aspekcie o sukcesie można mówić już dziś: frekwencja była imponująca.

Powiem to za siebie, ale myślę, że my po prostu się nie doceniamy. Założyliśmy, że przyjedzie ok. 1000 osób. Było 2800 – niespełna trzy tysiące. W związku z tym było trochę – za co przepraszam – niedogodności. No, bo jest 2 tys. krzeseł, a ludzi było 2800, to ktoś cierpiał niewygodę, przynajmniej na początku. Ale krzesła można dostawić, a optymizmu nie można kupić. Dużo osób przyjechało samochodami z różnych części kraju, dobierając po drodze pasażerów. To jest budujące, co tu dużo mówić. Obrady otwierał przewodniczący PPS pan Gorski, bo partii, które tworzyły komitet organizacyjny, było bardzo dużo ludzi i dobrze, że właśnie pan Gorski w imieniu wszystkich otwierał to spotkanie. Ono – to już tak na marginesie – wcale nie zapowiadało się tak, jak ostatecznie wypadło. Gdy zaczynaliśmy, to był jeden olbrzymi konflikt… Kilka miesięcy temu było jedno wielkie niedowierzanie. Myślę, że po Kongresie prawie wszyscy, (choć ja mam nadzieję, że wszyscy) wychodzili zadowoleni i docenieni. Cieszę się też, a traktuję to po trosze jako swój osobisty sukces, że pojawili się ludzie, którzy jeszcze niedawno widząc się na ulicy przechodzili na drugą stronę. Bardzo ładne przemówienie miał Aleksander Kwaśniewski, podkreślając, że wszyscy, wspólnie, razem – czyli i on. Na sali był i Siwiec i Andrzej Rozenek, który Kongres współprowadził – każdy ma przecież swoją historię. Były pozdrowienie dla Kalisza i list od Belki – to wszystko robi klimat, czyli, jak mówimy w SLD – lepiej wspólnie niż oddzielnie. W końcu nawet byli w tej samej sali Miller i Urban…

W tej ostatniej kwestii nie spodziewałbym się żadnego zbliżenia jednak. 

Ja chcę utrzymywać dobre stosunki ze wszystkimi, którzy w ten czy inny sposób związani są z lewicą. Będę chodził na demonstracje organizowane przez Wolność Równość Demokrację z Aleksandrem Kwaśniewskim i będę się cieszył, że członkiem Rady Krajowej jest Leszek Miller. Nie wyobrażam sobie, żeby na posiedzeniu partii, która jest przewidywalna, jest normalna, którykolwiek z premierów lub były prezydent nie byli serdecznie witani. Ta partia – bez względu na różne wypowiedzi, które jednym się podobają bardziej innym mniej – zawsze powinna ich serdecznie witać. Mamy swoich bohaterów, mamy liderów, mamy swoją tożsamość. Widziałem pełne zdumienia oczy osób, które zobaczyły na sali ludzi wydawałoby się na zawsze z SLD skłóconych, ale uważam, że SLD nie może już więcej gubić nikogo, przeciwnie – pogubionych powinien zachęcać do powrotu.

I na koniec – międzynarodowy wymiar Kongresu. Martin Schultz – wygłaszający posłanie do Kongresu, na sali Przewodniczący PES Staniszew, szefowa europejskich socjalistek, szef frakcji PES w Parlamencie Europejskim, który zresztą tego dnia obchodził urodziny… Całkiem nieźle. Powiało wspólną siłą i wspólną perspektywą.

To rzeczywiście tylko tak można skomentować. To było po prostu bardzo dobre. Mogę powiedzieć, że to też był efekt naszej wizyty w Brukseli. Samo się nie zrobiło – mówiąc wprost. Socjaldemokracja europejska zauważyła, że Polsce trzeba w tej chwili mocno pomóc. Dlatego w gruncie rzeczy PES był organizatorem Kongresu.

Pittella nie pozostawił żadnych złudzeń punktując te wszystkie przejawy kiełkującego w Polsce autorytaryzmu „w mowie, piśmie i czynach”, że tak powiem, które zagrażają podstawowym wartościom Unii Europejskiej. Bardzo mocno podkreślił, że PES nie wtrąca się do rezultatów wolnych demokratycznych wyborów w Polsce, szanuje wybór obywateli, natomiast ma obowiązek, prawo i chce pomóc lewicy w utrzymaniu Polski na kursie praworządności i demokracji, żeby Polska nie stała się Turcją. Lewica europejska na poważnie dostrzegła zagrożenia, które dla prawa i demokracji się pojawiły – w Turcji bardzo silnie, silnie we Francji, Włoszech, Holandii, Wielkiej Brytanii (Brexit), ale w Polsce już też to zjawisko jest widoczne. I wzięła się za robotę. 

Tak, to prawda i my to czujemy. Można do tego dodać jeszcze jedno: cała polska socjaldemokracja była w sobotę na Stadionie Narodowym. Należy pamiętać, że do udziału w Kongresie zapraszał Staniszew i Pittella i zapraszała Zita Gurmai. Takie zaproszenia poszły do tych również, którzy nie byli. Myślę, że jeśli ktoś czuł się socjaldemokratą, to w sobotę był na Kongresie. Zaproszenia nie szły ze strony SLD, tylko ze strony najważniejszych ludzi PES. Jeśli ktoś nie był, to rozumiem, że odrzucił te zaproszenia i widzi swoją przyszłość w innych formacjach. Trzeba to też tak rozumieć. Możemy rozmawiać, żeby się lepiej poznać, bo tędy zawsze wiedzie droga do porozumienia, ale też niektóre zachowania wymagają pewnych ocen. I one są po sobocie jednoznaczne. Na Stadionie Narodowym, na kongresie socjaldemokracji byli ci, którzy czują się socjaldemokracją. I tyle.

Rozmowa oryginalnie ukazała się w „Dzienniku Trybuna”



Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.