Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Krzysztof Gawkowski: Zjednoczona Lewica to projekt przyszłości

dodano 2015-10-20 00:18 w kategorii: Ludzie

W książce „Obudzić państwo” pisał pan o swojej młodości, o tym, że już jako uczeń technikum pracował pan na Stadionie Dziesięciolecia, jeszcze przed ósmą rozwożąc paczki. Pewnie wtedy myślał pan o politykach, że to „oni”…
 
– Nie miałem dobrego zdania o politykach i dlatego wiem, że polityk musi być zawsze wśród ludzi.
 
Pan też jest wśród ludzi?
 
– Oczywiście! Byłem niedawno w powiecie żnińskim u rodziny. Czwórka, wszyscy żyją z pensji ojca, który zarabia 1,9 tys. zł. Cztery osoby! Po 475 zł na głowę. To ja chciałbym, żeby Ewa Kopacz spróbowała przeżyć za 475 zł miesięcznie! Bez tych apanaży premierowskich…
 
Przecież tej rodzinie pan nie pomoże.
 
– Na razie to ona pomogła mnie, bo lepiej rozumiem Polskę. Zachęcam więc innych polityków, by jeździli po kraju i rozmawiali z ludźmi. Kampania robiona z billboardów, w krawatach, jest niemądra i nikomu niepotrzebna. To marnowanie czasu. Polacy chcą rozmawiać, chcą się dowiedzieć, co zrobić, żeby mieli za co zapłacić rachunki, chcą wiedzieć, czy nikt ich z pracy nie wywali, czy ich dzieciaki dobrze się wykształcą… W końcu dobrze by było, żeby ktoś im powiedział, czy mogą sobie odłożyć na wakacje – nie za granicą, w Polsce! Nad morze by pojechali… A może by jakiś samochód sobie kupili? Tylko taki, który by się nie psuł… To są sprawy Polaków.
 
Polityk ich nie załatwi.
 
– Dobry polityk to taki, który myśli o państwie w sposób systemowy i który mówi: słuchajcie, wszystkiego się nie da, ale coś się uda. Możecie zarabiać te 2,5 tys. zł miesięcznie, ale trzeba na to skądś wziąć pieniądze. Trzeba więc tak poukładać państwo, żeby wyższe podatki płacili bogatsi, a biedniejsi – niższe. Ja wcale nie chcę być Robin Hoodem! Chcę powiedzieć, że nie może być tak, żeby Polak, który zarabia 100 tys. zł miesięcznie, płacił taki sam podatek jak ten, który zarabia 2 tys. zł. Bo to nieuczciwe!
 
Przecież ludzie nie ufają politykom.
 
– Nie ufają, jeżeli gadające głowy albo oczy patrzące z billboardów atakują ich niezrozumiałymi sloganami. Trzeba iść, porozmawiać – oko w oko, twarzą w twarz. Ja jeżdżę od targu do targu. Witany bywam różnie. Spotykają mnie i obelgi, i słowa przyjazne. Wszystko już przeżyłem. Ale to się zmienia! Jak przyjeżdżam po raz pierwszy – jest źle. Ale jak przyjeżdżam kolejny raz, to ludzie mówią: O, przyjechałeś! To już nie będziemy tak ci gadali… Jesteś pierwszy raz – to jesteś politykiem. Drugi raz – już nie jesteś obcy. A trzeci – już cię znamy, więc cię wysłuchamy.
 
MAMY LIDERA
 
Zjednoczona Lewica ma twarz. To twarz Barbary Nowackiej. I co dalej?
 
– Barbara Nowacka została liderką Zjednoczonej Lewicy w sposób naturalny. Miała wielki wkład w ten projekt, zbudowany przez pięć partii politycznych, które przez lata nie potrafiły się porozumieć. Pomagało jej kilka osób, bardzo aktywna była Paulina Piechna-Więckiewicz, przy wielkim wsparciu Jana Guza z OPZZ. I pewnie ja sam jakąś cegiełkę do tego projektu dołożyłem.
 
Skąd się wzięła Barbara Nowacka? Czy czuje, że jest liderem?
 
– Na pewno jest liderem, i to samodzielnym. Otacza się ludźmi i z młodszego, i ze starszego pokolenia, nikogo nie wyklucza. Daje nadzieję, że na lewicy wszyscy możemy ze sobą rozmawiać. Jest wspólny projekt, a uczestniczą w nim bądź go popierają i Włodzimierz Cimoszewicz, i Aleksander Kwaśniewski, i Leszek Miller, i Janusz Palikot, i cała wielka drużyna ludzi lewicy, którzy przez lata gdzieś się pogubili.
 
Kto więc ich poznajdował? Czy nie Gawkowski?
 
– To wspólna praca. Przypominam sobie, jak z Barbarą spędzaliśmy długie wieczory na rozmowach, zastanawiając się, jak, gdzie i z kim. I zawsze dochodziliśmy do wniosku, że najpierw musi być zgoda Palikota i Millera. Potem padało pytanie: z kim? I też oboje mieliśmy przekonanie, że nikogo nie można wykluczać, że potrzebny jest i Cimoszewicz, i Kwaśniewski, i całe młode pokolenie związane z Twoim Ruchem, z Zielonymi, tacy ludzie jak Michał Kabaciński czy Dariusz Joński. A na koniec pytaliśmy: kiedy? I odpowiedź była prosta: w tych wyborach. Bo jeśli lewica teraz się nie odbije, to nie odbije się już nigdy.
 
A jak ci historyczni liderzy, Miller i Palikot, przyjęli to, że muszą zejść trochę na bok?
 
– Nie czuję, by odeszli na bok. Są patronami obecnej zmiany. Gdyby nie usiedli do wspólnego stołu, gdyby się nie zgodzili na przywództwo Barbary Nowackiej, mielibyśmy wewnętrzną wojnę. Koalicja Zjednoczonej Lewicy tym się różni od LiD, że wprawdzie wykluwa się na górze, w gabinetach liderów, ale chcą jej partyjne doły. Tam ma największe poparcie. Doły od miesięcy mówiły: najpierw się zjednoczcie, później wykreujcie lidera. A najlepiej, jeśli będzie to Barbara Nowacka. I tak się stało! W LiD tak nie było. Jednoczono nas na siłę, od góry, podczas gdy na dole nikt tego nie chciał. A dziś wszyscy mówią: tylko Zjednoczona Lewica! Razem mamy siłę. Dla mnie znamienne były słowa Włodzimierza Cimoszewicza na konwencji w Łodzi: długo się nie widzieliśmy. Rzeczywiście – długo. 10 lat! I po 10 latach Włodzimierz Cimoszewicz staje razem z nami.
 
W polityce większym atutem niż młodość jest mądrość i doświadczenie.
 
– Dlatego w panteonie gwiazd lewicy nigdy nie zabraknie miejsca dla Millera, Kwaśniewskiego, Cimoszewicza. O nich wszystkich zawsze będę mówił z największym szacunkiem. Jeden był wielkim prezydentem, pozostali wielkimi premierami – oni zmieniali Polskę. Mieli wizję. Ale dzisiaj ta wizja oznacza spojrzenie w przyszłość. I konieczność pewnego odświeżenia.
 
ZMIENIĆ PO, ZATRZYMAĆ PiS
 
Nie czuje pan, że straciliście mnóstwo czasu, kiedy rządziła Platforma i traktowała lewicę jak głupszą siostrę, a lewica pozwalała tak się traktować? Ciągle słychać, że jest tą gorszą, że musi pokornie czekać w przedpokoju.
 
– Przez kilka lat tak się działo. Ale PO nauczyła już chyba wszystkich, że nie dotrzymuje słowa. Nie dotrzymała słowa, realizując swój program wyborczy, nie dotrzymała go też, mówiąc, że nie będzie podwyższała wieku emerytalnego, i gdy obiecywała, że będzie prowadziła politykę obniżania podatków. Dlatego dziś PO trzeba postawić do kąta.
 
Zjednoczona Lewica ma dzisiaj coś, czego na pewno brakuje Platformie. Ma chęć walki, tu nie ma tłustych kotów.
 
Po wyborach będziemy zatem mieli zupełnie inną Platformę.
 
– Platformę trzeba zmienić na lepszy model. A PiS nie może zostać dopuszczone do demolowania kraju i przeprowadzenia rewolucji. Ale to wszystko ma szansę się zdarzyć jedynie wtedy, gdy lewica osiągnie dobry wynik.
 
A osiągnie?
 
– Lewica to nowoczesne państwo i odpowiednia, dobrze przygotowana kadra, państwo sprawne, przyjazne, egalitarne i otwarte – a przecież to jest marzenie Polek i Polaków. Myślę więc, że mamy szansę sprawić w tych wyborach największą niespodziankę od lat. Bo Zjednoczona Lewica to szansa, żeby walczyć nie o 8%, ale o 18%!
 
A o ile walczycie tak naprawdę?
 
– Tak naprawdę walczymy o superreprezentację, która powinna podchodzić pod 100 mandatów poselskich. To kilkanaście procent poparcia. W tych wyborach, obawiam się, bardzo trudno będzie zatrzymać PiS. Ale nawet jeżeli ta partia je wygra, może być przecież szansa na stworzenie koalicji w obronie demokracji. W obronie Polski przed PiS. Bo jak już PiS weźmie władzę, dla Polski nadejdzie czas wielkich wstrząsów. Wtedy silna lewicowa opozycja to będzie sztandar z hasłem: wolność. Żeby za cztery lata…
 
Z sondaży wynika, że matematycznie taka koalicja wszystkich przeciw PiS byłaby możliwa. Ale co na to lewica? Być w rządzie z Petru? Z Platformą?
 
– Dzisiaj nie chcę mówić o koalicjach, dlatego że dla mnie Ryszard Petru to liberał pełną gębą, który odbiera poparcie PO ze względu na to, że chce upraszczać życie bogatszym, a nie biedniejszym. Kiedy myślę o jego propozycjach, mówieniu o 16-procentowym podatku VAT, to od razu pytam: a co z VAT na żywność, na książki, na leki? Okazuje się, że dla zwykłej rodziny propozycje Petru mogą oznaczać 1 tys. zł obciążeń więcej. A Zjednoczona Lewica mówi: nie szalejmy z VAT, niech wynosi 21%, dojdziemy do tego poziomu, obniżając go o pół punktu procentowego przez cztery lata. Co da nam realną unijną średnią. A co do Platformy i PiS – mam już dość sporów między Kopacz i Szydło, między Tuskiem a Kaczyńskim! Nie tylko ja! Polacy są tymi sporami zmęczeni! Niech już będzie w końcu jakaś alternatywa!
 
SEKTA I CI, KTÓRZY SIĘ BOJĄ
 
Ludzie jej chcą?
 
– W ostatnich tygodniach jestem prawie codziennie w Bydgoszczy i rozmawiam na temat pracy, emerytur, podatków, edukacji, ale również mieszkań, infrastruktury… I słyszę jedną rzecz: zróbcie porządek w Polsce, bo Platforma pieniądze wyłącznie marnotrawiła, a jak przyjdzie PiS, będzie chciało zamykać ich w więzieniu. Dzisiaj potrzebna jest jakaś realna alternatywa.
 
Jak tych ludzi w wyborach złowić? Ci socjalni są z PiS, a tym lewicowym światopoglądowo bliżej do Platformy, czyż nie?
 
– Nie! To błędne myślenie o tym, jak przebiega dziś podział w państwie. Podział jest na tych, którzy są w sekcie PiS-owskiej i myślą o tym, że trzeba wyrzucić PO, choć nie za bardzo wiedzą dlaczego. I ludzi Platformy, którzy boją się PiS. Lewica proponuje inny podział i definicję państwa.
 
Jaki to podział?
 
– Na Polskę liberalną i Polskę socjalną. Polska liberalna jest Polską Platformy, ludzi najlepiej zarabiających, bogatych. A my mówimy: chcemy Polski socjalnej. Zaraz jednak pojawia się zarzut: w takim razie jesteście tam, gdzie PiS! Odpowiadam więc: być może PiS też chce Polski socjalnej, ale my chcemy również Polski otwartej, wolnej, w której nikogo nie trzeba na siłę uszczęśliwiać, w której można wierzyć w Boga albo nie wierzyć, można posyłać dzieci na religię, ale i nie posyłać, można zmienić płeć i nie czuć presji. To wszystko jest w sferze wolności – tej, która stanowi drugi fundament lewicy, lewicy społecznej i otwartej. Unikającej awantur, preferującej dialog.
 
Wierzy pan, że spokojny przekaz może w tym kraju się przebić?
 
– Do tej pory nastrój był niespokojny, panie Kopacz i Szydło atakowały się wzajemnie, mówiły o sobie mało przyjemne rzeczy. I oto weszła na scenę Barbara Nowacka, która ma o wiele większy potencjał jako liderka. To nie jest kopia Ewy Kopacz, która musi się uczyć, ani Beaty Szydło, która musi się słuchać.
 
A nie jest tak, że skończą się wybory, przyjdą Palikot z Millerem, zabiorą jej zabawki i będzie po wszystkim?
 
– Jakie zabawki? Zjednoczona Lewica to dziś Barbara Nowacka.
 
Ale SLD jest podmiotem koalicji…
 
– Tak jak Twój Ruch, Zieloni, Unia Pracy, PPS… Ale nie tworzyłem tego projektu, żeby istniał tylko do 25 października. Dla mnie Zjednoczona Lewica to projekt na lata, projekt przyszłości. Jeżeli miałby się rozpaść po wyborach, potraktowałbym to jako osobistą porażkę.
 
POLSKA NASZA, POLSKA WASZA
 
A jak wygląda bój o płacę minimalną? Przez rok projekt lewicy w tej sprawie leżał w Sejmie.
 
– Przez ten rok, od czasu gdy złożyliśmy w Sejmie projekt ustawy o płacy minimalnej na poziomie 2,5 tys. zł, wciąż słyszeliśmy, że nie ma na to pieniędzy. I nagle okazało się, że pieniądze są.
 
I nagle PO i PiS zaczęły mówić, że też chcą płacy minimalnej.
 
– W przyszłości… To była typowa gra Platformy – jak pomysł jest nasz, to go zrealizujemy, jak cudzy – to do szuflady. I okazało się, że PiS jest takie samo! A tu nie chodzi tylko o te 2,5 tys. zł miesięcznie. Mówimy też o innych sprawach – o 15 zł minimalnego godzinowego wynagrodzenia, podwyżce o 200 zł rent i emerytur, likwidacji bezpłatnych staży. Mówimy poza tym, że potrzebna jest w Polsce reforma prawa, mówimy o normalnej szkole, w której zamiast katechety mamy dentystę. Chcemy zlikwidować gimnazja i wprowadzić dłuższe podstawówki, zapewnić lepsze wykształcenie średnie, także techniczne. W końcu – zdrowie. Tu mówimy: za rządów lewicy nikt w kolejce do lekarza nie będzie umierał. To są proste hasła, ale trafiające do ludzi. Bo ludzie muszą czuć, że Zjednoczona Lewica jest po coś. Żeby przywrócić Polsce normalność.
 
PiS też mówi, że chce przywrócić normalność.
 
– Właśnie widzieliśmy to w ostatnich decyzjach lidera kampanii wyborczej PiS.
 
Nie rozumiem.
 
– Szefem sztabu kampanii wyborczej PiS został Andrzej Duda, prezydent RP, który prowadzi agitację wyborczą i łamie swoje obietnice z kampanii prezydenckiej. Słyszałem, jak mówił, że będzie prezydentem otwartym, słuchającym obywateli, wrażliwym na dialog społeczny. I co? Od razu zawetował ustawę o uzgadnianiu płci! Mam wrażenie, że jakiś ciemnogród obsiadł Pałac Prezydencki i tylko patrzy, czego chce prezes PiS. To jest ta zmiana! Gdy Aleksander Kwaśniewski był prezydentem, spotykał się z premierem Buzkiem. Wtedy Jerzy Buzek jeździł do Pałacu Prezydenckiego sprawozdawać, co robi rząd. A dziś to prezydent Duda jeździ do prezesa PiS meldować o swoich działaniach.
 
Czy PiS chce wprowadzić demokraturę, przed czym przestrzega Barbara Nowacka?
 
– A nie chce? Mam wrażenie, że jesteśmy w przeddzień rewolucji emocjonalno-kulturowej. Dlaczego tak to nazywam? Bo to niskie prądy będą niosły tę rewolucję… Jakie to będą zawołania? Nie wpuszczajmy uchodźców, wygońmy ich, bądźmy sami zamknięci! A może wystąpmy z Unii Europejskiej? Ograniczmy się do tego, co mówi Episkopat, bo tam są wszystkie prawdy i mądrości… Obawiam się, że Jarosław Kaczyński jest liderem formacji, która chce zbudować Polskę brunatną. A na to nie można pozwolić.
 


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.