Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Leszek Miller o aferach związanych z PO

dodano 2014-07-07 10:33 w kategorii: Ludzie

Podstawowym błędem było to, że sami powołaliśmy komisję śledczą. Muszę powiedzieć, że byłem naiwny, myślałem romantycznie i myślałem, że prawda sama się obroni. Pan premier Tusk ma już tyle doświadczeń politycznych, także z mojego okresu, że wie, że to się nie opłaca - powiedział Leszek Miller w rozmowie z Joanną Miziołek w dzienniku "Polska The Times".
 
W kogo uderzają taśmy z Giertychem. Pośrednio w Platformę?
 
Roman Giertych jest mecenasem rządu PO-PSL. Pełni różnego rodzaju usługi wobec ministrów rządu i samego premiera. Jest też szarą eminencją na zapleczu PO. W tym sensie ważne jest, aby opinia publiczna dowiedziała się, kim jest mecenas Giertych. A jego działalność od dłuższego czasu idzie na rachunek Platformy, który wystawią wyborcy.
 
Już zawsze będzie się Pan uśmiechał przez zęby?
A mam taki uśmiech?
 
Kiedy Pan się spotyka z Palikotem tak. Choćby na wspólnej konferencji.
 
Pozwolę sobie z panią polemizować. Nie miałem takiego uśmiechu. Co najwyżej miałem cyniczny uśmiech. Od lat mam z tym kłopoty. Niektórzy mówią, że niepotrzebnie cynicznie się uśmiecham.
 
Współpraca z Palikotem pomoże Panu w tym, żeby pozbyć się cyniczności?
 
Nie. Współpraca, jak pani wie, jest dosyć ograniczona. W środę spotkaliśmy się z Palikotem w jednej z warszawskich restauracji, by mówić o jej szczegółach. Być może nasza rozmowa została nagrana. To nas specjalnie nie obchodzi.
 
To była trudna decyzja? Rozpocząć współpracę z - jak Pan mówił - "naćpaną hołotą"?
 
To nie o to chodzi . Zdaję sobie sprawę, że olbrzymia liczba moich koleżanek i kolegów z SLD ma do Ruchu Palikota duży dystans, używając słów bardzo wyważonych. U Palikota jest podobnie. I to jest problem. Dlatego że my możemy uścisnąć sobie dłonie i zapowiedzieć współpracę, ale zawsze będzie pytanie, jak to zostanie przyjęte przez bazę partyjną.
 
Ale z drugiej strony ta baza przebiera rękami i nogami, aby się dostać do rządu. A współpraca z Palikotem może to ułatwić.
 
To nie jest tak. Dlatego że w polityce dwa plus dwa rzadko równa się cztery. Najczęściej równa się trzy albo jeden. Stworzyliśmy to porozumienie tylko dlatego, bo mamy wrażenie, że koalicja rządowa na czele z premierem robi wszystko, aby tę aferę rozmyć, wyciszyć, "leczyć snem wyborców". My nie chcemy do tego dopuścić. A ponieważ, żeby składać określone wnioski, to trzeba mieć niezbędna liczbę posłów. Ani ja, ani Palikot jej nie mamy. Jak zsumują się nasze mandaty, to możemy pewne rzeczy wspólnie w Sejmie przeprowadzić.
 
Mówi Pan o tym, że w polityce rzadko dwa plus dwa równa się cztery. Ma Pan świadomość, że na sojuszu może Pan stracić.
 
Oczywiście. Jesteśmy ciekawi, jakie będą następne sondaże. Może się okazać, że popełniliśmy błąd. Ale niezależnie od tego, jak to się przekłada na sondaże, współpraca jest konieczna. Dlatego że my sami nie jesteśmy w stanie wystąpić ani z wnioskiem o wotum nieufności dla ministra, ani z wnioskiem o komisję śledczą, ani z wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności. Razem możemy.
 
Tuż przed naszą rozmową dowiedzieliśmy się, że Łukasz Gibała odszedł z Twojego Ruchu. Wcześniej Anna Grodzka opuściła Palikota. Jego partia się sypie, a Pan mu podaje rękę?
 
Nie wybieram momentu wybuchu afery podsłuchowej. To niezależne od nas. W tym nie ma nic strategicznego czy taktycznego. To konieczność zareagowania na konkretną sytuację i obawa z naszej strony, że jeżeli nie będziemy reagować, to za chwilę pan premier będzie mógł wejść na postument i odśpiewać hymn: "Polacy, nic się nie stało". 
 
Ale ja chcę Pana dopytać o Janusza Palikota. Co jest z nim nie tak, że ludzie cały czas od niego odchodzą?
 
Nie wiem, dlaczego odeszła pani Grodzka, odszedł pan Gibała. Proszę mi wybaczyć, ale żeby nasza współpraca przebiegała harmonijnie nie będę komentował wewnętrznych spraw Twojego Ruchu. Jest, jak jest, przyjmuję to do wiadomości.
 
Nie ma Pan już żadnego żalu do Janusza Palikota za to, w jaki sposób się zachowywał, jak określał SLD, Pana?
 
Jeżeli miałbym żal do niego, to on ma też żal do mnie. Można powiedzieć, że oba żale się znoszą. Tak na marginesie. Jak sobie przypomnę, co poseł Bartosz Arłukowicz mówił o premierze Tusku i pani minister Kopacz, to to, co ja mówiłem o Palikocie, to mały pikuś.
 
Żale żalami, ale różni was program. On ma liberalny.
 
Poglądy pana Palikota nie mają tutaj żadnego znaczenia. Współpraca dotyczy bowiem afery.
 
Skoro oni są hipokrytami, to Pan też może być?
 
To jest takie myślenie. Ja nie mówię o hipokryzji. Jedynie mówię, że tak bywa w polityce. Pamięta pani przedostatnią kampanię prezydencką w Stanach Zjednoczonych. Przypomina pani sobie, co pani Hillary Clinton mówiła o swoim kontrkandydacie Baracku Obamie? A potem była sekretarzem stanu w jego administracji. To, co się powiedziało, zostaje, ale potem nie ma takiego ciężaru gatunkowego. Trzeba stawać przed nowymi wyzwaniami.
 
Jakich nowych wyzwań możemy spodziewać się z waszej współpracy?
 
Żadnych.
 
Wyklucza Pan wspólne listy w przyszłości? Na razie to nieprawdopodobne. My musimy zachować naszą tożsamość i Palikot też. Po wyborach samorządowych takie koalicje radnych są możliwe, ale nie przed.
 
A w parlamentarnych?
 
Nie sądzę. Z perspektywy doświadczonego polityka, którym Pan jest, może Pan powiedzieć, co takiego się stało, że nagle partie opozycyjne zaczęły się łączyć ze swoimi poglądowymi odpowiednikami? Kaczyński z Ziobrą, wy z Palikotem.
 
Ciężar gatunkowy tej afery. Jestem wiele lat w polityce, a nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek minister powiedział do innego ważnego urzędnika państwowego, że trzeba bardziej okraść jednego z biznesmenów. Nie przypominam sobie, żeby minister mówił, że powołał specjalną grupę, która ma doprowadzić do obniżenia wartości spółki giełdowej. Nie wyobrażam sobie, żeby minister nie zgadzał się z polityką zagraniczną, którą prowadzi jego rząd. To są przypadki bez precedensu. Jeżeli uda się manewr PO, żeby to wszystko zapudrować, żeby czerpać puder z wielkiej fabryki pudru, to będzie całkowita porażka instytucji państwa polskiego.
 
A może to będzie porażka społeczeństwa. Może Platforma już przyzwyczaiła do swoich afer wyborów.
 
Bardzo możliwe, że stopień odporności na te poszczególne afery jest tak duży, że już nikt na to nie zwraca uwagi. To jest bardzo groźne dla rozwoju społecznego i polskiej polityki. To, co się stało, niesie z sobą kilka skutków. Przede wszystkim Platforma już nie będzie mogła straszyć rządami PiS z powodu swojej moralnej wyższości. Ta moralna wyższość została zniesiona treścią tych taśm. To jest sytuacja nowa. 
 
Źródło: www.polskatimes.pl
 
Czytaj więcej >>> TUTAJ 


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.