Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Wenderlich: Dziś "U Sowy". Jutro "Pod Kucykiem"

dodano 2014-06-17 10:49 w kategorii: Kraj

Niechcący pan premier przyznał, że państwo jest bardziej słabe niż można się było spodziewać - mówi wicemarszałek Sejmu Rzeczpospolitej Jerzy Wenderlich, który był dziś gościem "Rozmowy dnia" w radiowej Jedynce. 
 
Krzysztof Grzesiowski: Wicemarszałek Sejmu Rzeczpospolitej Jerzy Wenderlich. Dzień dobry, panie marszałku.
 
Jerzy Wenderlich: Dzień dobry.
 
K.G.:  Sojusz Lewicy Demokratycznej, dodajmy. Czy pan był zaskoczony może wczoraj słuchając konferencji prasowej premiera Donalda Tuska, który odnosił się do afery podsłuchowej i poszedł w takim kierunku… Ja zacytuję dosłownie, co powiedział, bo to interesujące: „Po raz pierwszy po 1989 roku mamy do czynienia ze zorganizowanym z zewnątrz w sensie rozmówców nielegalnym podsłuchem”. I tu uwaga: „Ten aspekt dotyczy próby takiego zamachu stanu, zamachu na polskie państwo czy obalenia rządu poprzez nielegalne metody”.
 
J.W.: Więc niechcący pan premier przyznał, że państwo jest bardziej słabe niż można się było spodziewać. Oczywiście on chciał uniknąć rozmowy i jak najmniej rozmawiać o treści tych nagrań, ale kiedy powiedział, że to próba zamachu stanu, to pytanie: jak słabe jest państwo, jak niekompetentni ludzie w rządzie Platformy Obywatelskiej, że rzeczywiście do takich nagrań i do nagrania ministra spraw wewnętrznych, który rzeczywiście powinien być pod szczególną kontrolą, mogło dojść? Tak że niechcący premier przyznał, że państwo jest słabe, a ja później słuchałem wypowiedzi jednej z najbliższych osób panu premierowi, byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, który na pytanie i przyciskany do muru, co by zrobił z ministrem Sienkiewiczem, gdyby był premierem, powiedział: no, dałbym mu jeszcze miesiąc, dwa miesiące czasu, żeby pokazał, że uda się odbudować to nadwerężone bezpieczeństwo państwa, tak że najbliższych współpracownik premiera uważa, że bezpieczeństwo państwa zostało wystawione na szwank i że to bezpieczeństwo państwa jest rzeczywiście chybotliwe. To duże zagrożenie dla Polski.
 
K.G.:  A ta inna wypowiedź premiera, że z merytorycznego punktu widzenia nie znajduje spraw, które kazałyby mi podejmować jakieś decyzje wobec ministra Bartłomieja Sienkiewicza?
 
J.W.: To ta wypowiedź świadczy, że konferencja prasowa pana premiera była w zasadzie konferencją szefa partii i że pan premier po raz kolejny pokazał, że ci, którzy wstąpią do Platformy Obywatelskiej, cokolwiek by nie zrobili, włos im z głowy nie spadnie. To był bardzo niefortunny przekaz, czyli źle rozkładał pan premier akcenty. W tej rozmowie, abstrahując rzeczywiście od przerażającej możliwości nagrywania w Polsce wszystkiego i że rząd nie potrafi zabezpieczyć się przed czymś takim, to przerażająca jest treść tych nagrań i treść jawnie pokazuje, że pan premier nie dostrzega, że prezes Narodowego Banku Polskiego wikła się w politykę, a z drugiej strony minister tego rządu, ważny minister tego rządu wchodzi w jakieś konszachty z prezesem niezależnego Narodowego Banku Polskiego…
 
K.G.:  Wygląda, że poza wiedzą premiera, bo premier wyraźnie powiedział, że nie wysyłał ministra Sienkiewicza na to spotkanie.
 
J.W.: Później jednak pan premier powiedział, że dość szybko dowiedział się o tym, co było treścią tych rozmów, a treścią tych rozmów nie był bynajmniej interes państwa, ja tego nie dostrzegam, a był interes partyjny. Te aspiracje premiera Belki do tego, żeby odgrywać znowu rolę partyjną, nadwerężają jego kwalifikacje do tego, by pełnić funkcję niezależnego prezesa Narodowego Banku, ale myślę, że to już ocena jeszcze przed nami. Jeśli ktoś myśli, że tą wczorajszą konferencją wszystko się zamknęło, wygłaskało, uładziło, no to nie, moim zdaniem sprawa jest tak poważna, że nie ma w Polsce takiego pudru, którym udałoby się raz jeszcze ten skandal przypudrować.
 
K.G.:  Tym bardziej że zapowiadany jest ciąg dalszy w różnych konfiguracjach personalnych różne rozmowy mogą być ujawnione.
 
J.W.: Właśnie pytanie: czy te rozmowy będą ujawnione, czy nie? Ja nie jestem zwolennikiem podsłuchów, chciałbym, żeby państwo było praworządne, ale też żeby tego rodzaju rozmów nie prowadzono i miejscem do tego rodzaju rozmów są jednak gabinety rządowe, są gabinety ważnych instytucji. I oczywiście przecież i ja siadam w restauracji…
 
K.G.:  No właśnie chciałem o to spytać. Pan prowadzi rozmowy nie tylko w swoim gabinecie, w Sejmie, ale także rozumiem poza gabinetem z różnymi osobami.
 
J.W.: Także poza gabinetem, jeśli umawiam się gdzieś w restauracji, to po to, żeby miło spędzić czas i tam nie rozstrzygam o ważnych sprawach dla kraju. Trzeba umieć rozdzielić miejsce, funkcje, miejsce prowadzenia rozmowy…
 
K.G.:  Tutaj można odnieść wrażenie, że panowie miło chyba spędzili czas podczas tej rozmowy.
 
J.W.: Być może. Ja słyszałem nawet jednego z obrońców Platformy Obywatelskiej, który próbując bagatelizować tę całą rozmowę i te całe nagrania, powiedział, że, o, to była taka pijacka jakaś rozmowa. No, alkohol jest w polskim prawie obciążającą okolicznością, wcale nie łagodzącą. No, jeśli ktoś tak uważa, że nic się nie stało, bo to alkohol powodował taką tonację, to myślę, że pan premier powinien zalecić swoim współpracownikom i bliskim coś takiego, że więcej zakąski, mniej wódki, jeśli kieliszek przeszkadza im w prowadzeniu rozmów na wyższym poziomie.
 
K.G.:  Los ministra Sienkiewicza jest w rękach premiera, znamy jego decyzję, natomiast jak pan widzi przyszłość prezesa Narodowego Banku Polskiego w całej tej sprawie?
 
J.W.: No, instytucja prezesa Narodowego Banku Polskiego ona ma jednak dużą dozę niezależności i tutaj myślę, że Rada Polityki Pieniężnej ona będzie miała spotkanie z prezesem. Nie wierzę, że to tak wszystko na sucho, jak sobie pan prezes Belka wyobraża, to przejdzie. Jednak parę wulgarności powiedział na temat Rady Polityki Pieniężnej i wynikało z tego, że uważa, że jest ich władcą, sułtanem, carem i Rada Polityki Pieniężnej je mu z ręki. To też bardzo niewłaściwe podejście i świadczy o tym, że to partyjne myślenie w głowie niby niezależnego prezesa jest wciąż obecne.
 
Z ministrem Sienkiewiczem… Słyszeliśmy jego wypowiedź wczorajszą, kiedy powiedział, że on już perspektywy dla siebie w polityce nie widzi i chce tylko wyjaśnić tę całą metodę i mechanizm nagrywania. Ale teraz z całą pewnością pan redaktor pytanie zada, jak Sojusz Lewicy Demokratyczne chce się w tej sprawie…
 
K.G.:  Tak, do tego za chwilkę, panie marszałku, ale jeszcze odnosząc się do prezesa Belki, no, tak jak sam pan powiedział, wpływ na jego odwołanie z punktu widzenia obowiązującego prawa jest niewielki, prawda? Jest powoływany przez Sejm na wniosek prezydenta Rzeczpospolitej. Jest zapowiedź spotkania prezydenta Bronisława Komorowskiego i z premierem, i z prezesem Narodowego Banku Polskiego. Sojusz (i tutaj nawiążę do tego, o czym pan mówił) chciałby zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem prezesa NBP. Odpowiedź z Pałacu Prezydenckiego jest taka, że takiego spotkania nie będzie. Zatem?
 
J.W.: No, w dość trudnej sytuacji jest pan prezydent i też próbuje przejść to całe straszne wydarzenie jakimś łagodnym… wziąć to wydarzenie jakimś łagodnym wirażem. Więc myślę, że dobrze by było, gdyby pan prezydent wysłuchał tego wniosku i go zechciał uwzględnić, zwołując posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, bo to jest miejsce, żeby rzecz taka, która zachwiała bezpieczeństwem kraju, co wyraźnie mówią najbliżsi współpracownicy premiera, żeby to nadwerężone bezpieczeństwo poprawić.
 
Dwa – w Sojuszu Lewicy Demokratycznej uważamy i złożymy taki wniosek może dziś, może jutro, żeby podczas najbliższego posiedzenia Sejmu premier przekazał informację swoją na temat tych wydarzeń i wierzymy, że to zostanie zaakceptowane i posłowie będą mieli możliwość zadawania nieskrępowanych pytań, bo przecież to naprawdę nie było jakieś zaświergotanie ptaszka. To rzeczywiście wielkie, przerażające wydarzenie i gdybyśmy te nagrania mieli wstawiać na jakąś listę przebojów, to głowę daję, że wygrałoby z miażdżącą przewagą nad innymi i z całą pewnością nagranie to wygrałoby nawet z Tangiem Milonga.
 
K.G.:  SLD chce, by premier wystąpił o wotum zaufania?
 
J.W.: Tak, to byłoby dobrze. Mówię o wotum nieufności. Myślę, że to takie jakieś myślenie życzeniowe, myślenie chciejcze. Ale pan premier jest rzeczywiście tym osłabiony i tę wczorajszą konferencją wcale nie poprawił swojego standingu, wcale nie poprawił swojego wizerunku. Moim zdaniem dlatego, że zagrał partyjnie, ten wizerunek jest gorszy. Więc powinien premier wystąpić o wotum zaufania i potwierdzić swoją mocną pozycję, bo została ona nadwerężona.
 
K.G.:  Czyli premier występuje o wotum zaufania, jest to jeden ze scenariuszy, ale inne scenariusze partii opozycyjnych to jest wniosek o wotum nieufności. Konsultacje międzypartyjne zapowiada Prawo i Sprawiedliwość w poszukiwaniu wyjścia z tej sytuacji, a rzecz ta sprowadzi się do tego, by gabinet Donalda Tuska został odwołany. Czy Sojusz Lewicy Demokratycznej jest zainteresowany takim zaproszeniem?
 
J.W.: Więc dobrze, że mam możliwość w tak ważnej audycji powiedzieć to expressis verbis, żeby nie było szeptania po kątach, czy my z kimś w tej sprawie rozmawiamy, czy będziemy prowadzić jakieś rokowania partyjne. Raz jeszcze powiem stanowczo: tą całą sprawą jesteśmy przerażeni, oburzenie, mówimy o nadwerężony bezpieczeństwie, mówimy o tym, że premier zachował się partyjnie, a nie jak premier rządu w bez mała czterdziestomilionowym kraju.  Ale z drugiej strony kiedy Prawo i Sprawiedliwość namawia nas do jakichś rokowań partyjnych, to mówimy: nie, bo z autorami IV Rzeczpospolitej my w żadne rokowania wchodzić nie będziemy. Sojusz Lewicy Demokratycznej nie będzie brał udziału w spektaklu „zabijanie karpia młotkiem”, to jest specjalność Prawa i Sprawiedliwości i niech się w to bawią. My powiedzieliśmy o konieczności informacji, którą premier powinien przedstawić, tę sugestię, którą złożyliśmy panu prezydentowi o zwołaniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego i o wotum zaufania. I myślę, że to jest mądre rzeczywiście, pełne troski myślenie o kraju.
 
K.G.:  To po tym, co pan powiedział, panie marszałku, to rodzi się tylko jedno jedyne pytanie: jak musiałoby być w kraju źle, żeby Sojusz Lewicy Demokratycznej mógł zasiąść do rozmów z Prawem i Sprawiedliwością, co musiałoby się wydarzyć?
 
J.W.: Myślę, że Prawo i Sprawiedliwość ono używa tych samych narzędzi do wielu różnych spraw, czyli żąda gilotyny, przypuszczam, że chłosty i być może jeszcze jakichś takich rzeczy. My w gry partyjne Prawa i Sprawiedliwości wchodzić nie będziemy, bo widzieliśmy, na co stać Prawo i Sprawiedliwość. Ale teraz nie chciałbym mówić o Prawie i Sprawiedliwości z wyjątkiem tego, że my w żadne rokowania z PiS-em wchodzić nie będziemy. Ale z drugiej strony wcale nie umniejsza to naszego rzeczywiście bardzo niedobrego oglądu tej całej sytuacji, tych nagrań, tego, że minister rządu bez wiedzy premiera chodzi na rokowania z prezesem niezależnej instytucji. Państwo pokazało, że jest słabe, więc teraz czas na to, żeby ci, którzy rządzą, pokazali, że tak nie jest, albo że tę słabość potrafią odbudować.
 
I jeszcze jedną rzecz chciałbym powiedzieć. Te rozmowy, te nagrania to jest recydywa, przecież to nie pierwszyzna. I może dlatego, że premier nie karze winnych, nie wyciąga żadnych wniosków, to wczoraj były rozmowy w „Pędzącym Króliku”, dzisiaj są rozmowy „U Sowy”, a jeśli nie będzie wyciągania konsekwencji, to jutro będą rozmowy w oberży „Pod Kucykiem”. Więc trzeba to wreszcie przerwać.
 
K.G.:  Kiedyś jeszcze była inna słynna rozmowa, jak pan wie, zakończona konsekwencjami politycznymi...
 
J.W.: I chciałbym może też jeszcze o tym powiedzieć. Kiedy…
 
K.G.:  …czyli tak zwana afera Rywina.
 
J.W.: Tak. I tam zostało to wszystko do spodu wyjaśnione i to my byliśmy zainteresowani, choć ponieśliśmy wielką cenę polityczną, żeby taka komisja powstała. Więc my głosowaliśmy za powołaniem tej komisji i chcemy, żeby na mniejszym poziomie przyzwoitości, ale jednak na jakimś Platforma się zachowała. Ale kiedy Polskie Stronnictwo Ludowe udaje takiego rozdygotanego, takiego niewinnego, że się zastanawia, co w tej sytuacji zrobić, no to przypomnijmy te taśmy Elewarru, jak się przerażająco Polskie Stronnictwo tłumaczyło, a Platforma Obywatelska zachowała się bardzo pobłażliwie wobec PSL-u, więc niech PSL się nie zgrywa, że zachowa się inaczej, bo mówi o jakichś rozterkach, o rozdarciach, o rozdartej sośnie, a przecież dobrze wiedzą, jak się zachowają.
 
K.G.:  To tak na koniec, mówiąc językiem potocznym, chociaż nie używając wulgaryzmów, okazuje się, że w naszej polityce, co nie jest chyba żadnym zaskoczeniem, każdy ma coś za uszami. Jerzy Wenderlich…
 
J.W.: Ale to wszystko zależy również od tego, czy sam sobie te uszy potrafi wyczyścić. My potrafimy, dlaczego mielibyśmy uważać, że innych obowiązują niższe standardy?
 
K.G.:  Higieny. Jerzy Wenderlich, wicemarszałek Sejmu Rzeczypospolitej. Dziękujemy za spotkanie.
 
Daniel Wydrych: Dziękujemy. Panie marszałku, a ta oberża „Pod Kucykiem” to gdzieś w Warszawie?
 
J.W.: Przyznam się szczerze, że ja się na restauracjach nie znam, ale skoro Platforma i ministrowie Platformy znają te restauracyjne szlaki, to dotrą do oberży „Pod Kucykiem”, choć wolałbym, żeby tego już nie było i żeby raz na zawsze premier powiedział o standardach. Nie tylko mówię, ale rzeczywiście te standardy przestrzegają i moi współpracownicy, i ja, i cały rząd.
 
Dziękujemy jeszcze raz, panie marszałku.
 
 
 


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.

Zamknij