Sojusz Lewicy Demokratycznej

Ostatnie wydarzenia

Senyszyn: Wszędzie jest mnie pełno

dodano 2014-02-16 09:40 w kategorii: Kraj

Przedstawiamy wywiad, z europosłanką Joanną Senyszyn, który został zamieszczony w weekendowym wydaniu Dziennika Trybuna. 
 
Jak taki kolorowy ptak, jak Pani, potrafi zyskać porozumienie, np. z tradycyjnie mieszczańskimi wyborcami Krakowa?
 
Kraków to klimatyczne miasto, pełne uroku płynącego z róźnorodności. To świat artystów, naukowców, studentów, offowych teatrów, muzeów, kawiarni, knajpek. To Rynek Główny, na którm życie buzuje całą dobę i przeżywająca swój renesans Nowa Huta. Obok rodzin, które są tu od pokoleń, jest ogromna grupa przjezdnych, którzy, jak ja, zakochali się w Krakowie i nie wyobrażają już sobie życia gdzie indziej. Tutaj ceni się tytuły naukowe, pozycję zawodową, stanowiska, solidną pracę, ale też odrobinę szaleństwa. To mała ojczyzna mojego ukochanego Boya Żeleńskiego, Piwnica pod baranami, wciąż żywa legenda Zielonego Balonika i Piotra Skrzyneckiego, Teatr Groteska, w którym od wielu lat występuję raz w roku w Reality  Shopka Show, na którą bilety są nie do zdobycia. Jako osoba bardzo komunikatywna, łatwo nawiązuję kontakty i świetnie się czuję w każdym towarzystwie. Bez trudu, a wręcz z przyjemnoscią zajduję wspólny język ze wszystkimi. Członkinie Koła Gospodyń Wiejskich w Ignacówce napisały i śpiewają o mnie piosenkę: Nasza europoseł Senyszyn się zowie/Na wszystkie pytania chętnie Wam odpowie/Zawsze się uśmiecha, z każdym się przywita/Senyszyn Joanna to fajna kobita". Myślę, że te słowa znakomicie mnie charakteryzują. Zawodowo jestem profesorem nauk ekonomicznych, czyli zajmuję najwyższe miejsce w hierarchii szacunku, a zarazem politykiem, co jest zajęciem najmniej szanowanym przez Polaków. Pośrodku jestem ja - fajna kobita, która bardzo zyskuje przy bliższych poznaniu.
 
Tak prawdę mówiąc, łatwo było wywalczyć ponowną rekomendację jako jedynka SLD do Parlamentu Europejskiego w Małopolsce i Świętokrzyskiem?
 
Istotnie, wielu kandydatów chciało mieć w moim okręgu pierwsze miejsce na liście do PE, ale partia nie mogła się przeciwstawić woli wyborców, którzy w 2009 r. zdecydowali, że właśnie ja mam ich reprezentować w Parlamencie Europejskim. Choć startowałem z drugiego miejsca, dostałam o 11 tysięcy głosów więcej niż ówczesny europoseł, który przez pięć lat nie zdobył pozycji lidera i przegrał z kretesem, mimo jedynki na liście. A przecież wtedy, w 2009 r., byłam jedynie "Darem Pomorza" dla Małopolski  i świętokrzyskiego. Teraz jestem już prawdziwą córą tych wspaniałych ziem, która wrosła w miejscowe sprawy, zżyła z mieszkańcami, ma tutaj swoje życiowe centrum, przyjaciół i znajomych. Od poniedziałku do piątku pracuję w Brukseli i w Strasburgu, ale każdy weekend spędzam w moim Krakowie, gdzie mam mieszkanie, na spotkaniach z wyborcami i w moich biurach poselskich, których prowadzę w okręgu aż osiemnaście. Są w większości powiatów mojego okregu wyborczego: w Andrychowie, Busku-Zdroju, Bochni, Brzesku, Chrzanowie, Jędrzejowie, Kielcach, Nowym Sączu, Olkuszu, Opatowie, Oświęcimiu, Proszowicach, Skarżysku Kamiennej, Starachowicach, Suchej Beskidzkiej, Tarnowie, Wadowicach i oczywiście w Krakowie. Moi asystenci udzielają porad prawnych i prowadzą doradztwo w zakresie uzyskiwania środków unijnych. Mam też mobilne biuro, Joamobile, które jeździ po okręgu wyborczym, a także wspiera SLDowskie kampanie w całej Polsce. Jestem przecieź, już trzecią kadencję, wiceprzewodniczącą mojej partii.
 
Nikt przesadnie nie protestował, nie bruździł? - ani „kościółkowi”, ani zasłużone panie Dulskie?
 
Wyborcy wręcz domagali się pierwszego miejsca dla swojej liderkin i nie wyobrażali sobie innego rozwiązania. Miałam nie tylko partyjną rekomendację mojego województwa, ale także poparcie Forum Równych Szans i Praw Kobiet, Polskiej Partii Socjalistycznej, związków zawodowych, Kół Gospodyń Wiejskich, Amazonek, organizacji LGBTI i indywidualnych osób, za co wszystkim serdecznie dziękuję. Polityka SLD i osobiście przewodniczącego Leszka Millera była jednoznaczna: europoseł, którego praca jest pozytywnie oceniana, powinien kontynuować swoją pracę w Brukseli. Dlatego jedynki mają wszyscy wybrani do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. 
 
Na mitingu SLD, promującym liderów wszystkich okręgów, Pani przekonywała, że „wasza” lista to team najbardziej proeuropejskich osób. Pani zdaniem, kto powinien reprezentować lewicę w PE - człowiek znany dzięki swoim sportowym sukcesom, celebryta, naukowiec, polityk, czy fachowiec - np. ekonomista?
 
Praca w Parlamencie Europejskim wymaga ogromnej wiedzy, doświadczenia, znajomości polityki, pracowitości, umiejętności negocjacyjnych. Osiąga się to po wielu latach pracy zawodowej oraz działalności społecznej i politycznej. Dlatego najlepiej sprawdzają się doświadczeni, kompetentni politycy, którzy mają konkretny zawód. Zajęłam się polityką, kiedy miałam na swoim koncie duże osiągnięcia w pracy naukowej. byłam już belwederskim profesorem, dziekanem Wydziału Zarządzania, a wcześniej rektorem pierwszej prywatnej uczelni w Gdyni, wypromowałam ponad 500 magistrów, 6 doktorów, wydałam kilka książek, napisałam kilkaset naukowych referatów i artykułów. Mimo to, zaczynałam od sejmiku wojewódzkiego. Następnie były trzy kadencje w Sejmie i od 2009 r. Parlament Europejski. Od lat zajmuję się problematyką praw człowieka, praw kobiet, równouprawnienia. Bardzo przydaje się moja wiedza ekonomiczna, gdyż prawa człowieka to także prawa ekonomiczne i socjalne: prawo do pracy, mieszkania, opieki zdrowotnej, do godnego wynagrodzenia i godnej emerytury, które pozwalają żyć, a nie tylko wegetować. W Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia piszę opinie i zgłaszam poprawki do raportów dotyczących równości płci, przeciwdziałania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, praw reprodukcyjnych i seksualnych. To tematy, które są solą w oku prawicy i Kościoła. W PE w pewnej mierze kontynuuję moją pracę sejmową. W 2003 r. wspólnie z organizacjami kobiecymi napisałam projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie, który m.in. dopuszczał aborcje do 12 tygodnia ciąży, ale też gwarantował lepszą opiekę kobietom w ciąży, refundację in vitro, ekonomiczną dostępność antykoncepcji, rzetelną edukację seksualną.  Niestety SLD nie miał w Sejmie większości, aby uchwalić przepisy przyjazne dla rodzicielstwa. Skutki tego odczuwamy do dziś nie tylko w postaci malejącej dzietności kobiet, ale też kwitnącego podziemia aborcyjnego, które lobbuje na rzecz restrykcyjnego prawa.
 
Na liście ma Pani pomocników, ale także rywali. Kto Panią wspomoże w prowadzeniu „ostrego boju z przeciwnikami lewicy”, a kto może okazać się stoperem?
 
Wszyscy z małopolsko-świętokrzyskiej listy, której przewodzę, będą pracować na najlepszy wynik SLD. Ordynacja wyborcza jest bardzo skomplikowana. Uzyskane głosy przekładają się na wynik nie tylko w naszym okręgu, ale w całej Polsce. Dlatego mamy bardzo ambitny plan - 110 tys. głosów. O 14 tys. więcej niż w 2009 r. Planuję działania zespołowe. Będziemy organizować ciekawe spotkania i imprezy, a także uczestniczyć w regionalnych wydarzeniach. Dla mnie to codzienność. Prowadzę kampanię wyborczą od początku kadencji. Miałam setki spotkań z wyborcami, rozdałam tysiące różnych gadżetów: kalendarzy, notatników, długopisów, antystresowych serduszek, parasoli, kubków. Wszystko z moim zdjęciem, a przynajmniej podpisem. Prowadzę wykłady na uniwersytetach i Uniwersytetach Trzeciego Wieku, odwiedzam szkoły, przedszkola i domy pomocy społecznej. Wszędzie jest mnie pełno. Pewnie dlatego w rankingu rozpoznawalności polityków SLD zajmuję czwarte miejsce. 
 
Nowicjusze, kandydujący do PE, gotowi są obiecywać „cuda-wianki” Czego nie wolno będzie obiecywać w Małopolsce?
 
Obiecywać wszystko jest bardzo łatwo. Zwłaszcza, jeśli nie zamierza się niczego dotrzymać. W Reykiawiku wybory do Rady Miasta wygrała partia znanego komika, który obiecał papierowe ręczniki przy każdym gejzerze. Wyborcy docenili jego absurdalne poczucie humoru. polacy już od dawna nie patrzą na obietnice, ale na dokonania. I to jest mój największy atut. Podczas pięciu lat europoselskiej pracy napisałam ponad 80 rezolucji w pilnych przypadkach łamania praw człowieka, 10 opinii, jedno sprawozdanie i 2 pisemne deklaracje, skierowałam do Komisji Europejskiej 49 pytań, napisałam kilka waźnych interpelację do premiera Tuska i ministrów, prawie 200 razy zabierałam głos na posiedzeniu plenarnym. Założyłem stowarzyszenie Polka Potrafi, które uczy kobiety, jak lepiej, mądrzej i przyjemniej żyć. Ze szkoleń skorzystało już prawie 2 tysiące mieszkanek Małopolski i świętokrzyskiego. Organizuję Pikniki Lewicy i Europejskie Spotkania Kobiet. 
 
Ruch na rzecz kobiet w Polsce - jaki jest, każdy widzi. Co Pani im doradza?
 
Więcej solidarności, mniej konkurowania. Jestem niemile zaskoczona, że Kongres Kobiet poleca swoim członkiniom kandydowanie z list Europy Plus-Twojego Ruchu, o czym poinformowała p. Nowacka. Kongres powinien popierać kobiety na wszystkich listach, a nie zamieniać się w przybudówkę konkretnej partii. Do tej pory była to raczej PO, bo rząd finansował czerwcowe kongresy. Teraz z kolei ugrupowanie pod patronatem Kwaśniewskiego, bo kilka działaczem dostało tam jedynki. Taka polityka osłabia działania na rzecz kobiet. Płeć nie ma politycznej barwy, a przynajmniej nie powinna mieć.
 
Często walczy Pani z przeciwnikami swoich poglądów w telewizji. Nie boi się Pani, że rządzący adwersarze uważają, że to tylko słowa?
 
Słowa są bardzo ważne. Na początku było słowo. Myślimy słowami. Porozumiewamy się werbalnie. Od czegoś trzeba zacząć. To tak, jak z walką z seksistowską kulturą, w której jesteśmy zanurzeni po uszy albo i po czubek głowy. Dopóki nie wprowadzimy do codziennego języka żeńskich nazw wszystkich, w tym najwyższych stanowisk, dopóty nie będzie prawdziwego równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Kiedy wybieramy prezydenta, trudno dopuścić myśl, że to może i powinna być kobieta. 
 
Chciałam zapytać: co jest głównym grzechem PO? Ale może lepiej, jeśli spytam o błędy?
 
Od pewnego czasu Platforma popełnia błąd za błędem. Dlatego trudno wymienić ich tylko kilka, a niemożliwe jest wypunktowanie wszystkich. Polacy robią to w sondażach poparcia dla partii, a kropkę nad i postawią w wyborach. Casus Tuska pokazuje, że zadufanie to najgorszy doradca. PO jeszcze się trzyma głównie dlatego, że większość Polaków nie chce dopuścić do władzy partii Jarosława Kaczyńskiego. Jedno doświadczenie z policyjnym państwem wystarczy.   
 
W sondażach politycznych „króluje” PiS, PO - trzyma drugie miejsce, a SLD jest tzw. „trzecią siłą”, choć bardzo oddaloną od swoich poprzedników. Czy, jeśli Sojusz wystawia do PE polityków własnej ekstraklasy, to nie straci tej z trudem uzyskanej pozycji?
 
Majowe wybory są pierwsze od 2011 r. pokażą faktyczną, a nie tylko sondażową pozycję partii. SLD jest od długiego czasu trzecią siłą polityczną. Proszę nie wierzyć w ostatnie sondaże, które dają ugrupowaniu Palikota i Siwca wynik ponad 10 proc. według tego badania, frekwencja wyniesie 60 proc., czyli tyle, ile nigdy w Polsce nie było. Naprawdę będzie dwuipółkrotnie niższa. Niestety. Europejczycy, a nie tylko Polacy nie przywiązują dużej wagi do eurowyborów. Zaledwie 50 proc. wie, że w ogóle istnieje Parlament Europejski, a mniej niż 30 proc. słyszało o Komisji Europejskiej. Konieczna jest duża kampania promocyjna. Trzeba uświadomić Europejczykom, że ponad 70 proc. prawa obowiązującego w państwach członkowskich uchwalamy w Strasburgu. To my, europosłowie, decydujemy o bardzo wielu aspektach życia i wyznaczamy kierunki rozwoju.  
 
źródło: Dziennik Trybuna - 14.02.2014


Komentarze

Wydarzenia

Strony
wojewódzkie
SLD

Wybierz na mapie województwo, aby przejść dalej.

Zamknij